Nic gorszego nie mogło mu się przydarzyć. Owładnęło nim przemożne pragnienie, by natychmiast zbiec na dół, znaleźć kogokolwiek, na siłę wcisnąć mu dziecko, a same¬mu uciekać, gdzie oczy poniosą. Jak najdalej od niechcianej odpowiedzialności! Niechciana odpowiedzialność zaczęła fikać nóżkami, a jej oczka śmiały się wesoło do Marka. Coś go ścisnęło w gardle.

Łańcuchów, lecz myślami był już gdzie

Przypomniał sobie jej uśmiech, gdy podniósł głowę i uj¬rzał ją wysoko, wśród gałęzi. Tak, to musiało zacząć się wtedy.
Sayre spojrzała na zegarek. - Pół godziny? Beck roześmiał się w odpowiedzi. - Ja nie potrzebuję aż tyle. - Otoczył ramionami jej kibić, wtulił twarz w jej piersi i westchnął głęboko. - Zniszczenie Hoyle'ów było moją siłą napędową jedynym celem w życiu. Zapomniałem o całym bożym świecie. Od kiedy umarł mój ojciec, nie podjąłem żadnej decyzji, która nie wiązałaby się z doprowadzeniem do tego dnia. Teraz, kiedy wszystko się dokonało... jestem po prostu zmęczony tym wszystkim, Sayre, - Ja też nie mam już siły na gniew. Nie odczuwam nawet satysfakcji z powodu upadku Huffa. To dobrze, że wreszcie będzie musiał odpowiedzieć za swoje zbrodnie, ale w gruncie rzeczy żal mi go. Nie widzę powodu do radości. - Masz rację. Nie ma w tym nic radosnego. Może tylko spokój. - Może. Położył dłoń na brzuchu Sayre i pomasował go lekko. - Ze wszystkich złych uczynków Huffa, najgorsze było to, co zrobił tobie. Przykryła jego dłoń swoją. - Jestem Hoyle, Beck. Nie zawsze mówimy prawdę i potrafimy okrutnie manipulować ludźmi. Uniósł głowę i spojrzał na nią. - Okłamałam Huffa. To była podłość, przyznaję, ale byłam tak wściekła na niego, że chciałam mu naprawdę dopiec - ściszyła głos niemal do szeptu. - Doktor Caroe nie uszkodził mnie ostatecznie. Oczy Becka powędrowały ku jej brzuchowi i z powrotem w górę. - Możesz mieć dzieci? - Nie ma żadnych fizycznych przeciwwskazań. Pomyślałam sobie nawet, że może... może powiem to Huffowi. Beck powoli dźwignął się na nogi i przyciągnął ją do siebie. - To właśnie odróżnia cię od nich, Sayre. Ani Huff, ani Chris nie znali litości. Tobie nie jest ona obca. Dostrzegłem to i pokochałem cię za to. - Nie, Beck - odparła, opierając policzek o jego pierś. - To jest coś, co ja zobaczyłam w tobie.
- Wczoraj po dwudziestej miała samolot. – Dominik spojrzał na zegarek. - Jest już z powrotem w Sydney.
- Postawiłaby go panienka w sytuacji przymusowej. Są¬dzę, że ostatecznie książę poświęciłby się dla dobra państwa i wziąłby na siebie ciężar władzy. Wbrew pozorom ma ogromne poczucie obowiązku. Kocha ten kraj i ludzi. Nie¬nawidzi tylko panowania.
- Jasne, następca tronu zamieszka w kurnej chacie - skwitował z ironią Mark.
- Ani ja. A jednak obowiązki należy wypełniać. Skoro ja mogę, to ty też.
niezwykłym zapachu i tak wspaniałym nektarze...
- O czym ty mówisz? To niemożliwe! – wybuchnął Mark.
Ochmistrzyni westchnęła.
Książę nie miał wątpliwości, że list, doręczony mu przez wędrowne ptaki, był napisany przez Pijaka. Ponieważ
- Nigdy nie byłam dobra z geografii. Zresztą i tak za¬kończyłam edukację szkolną, gdy miałam piętnaście lat.
- Ale ja...
Mały Książę pochylił się nad Różą, a ona, lekko zakołysawszy łodygą, musnęła płatkami usta Małego Księcia.
jest.

My go nie obchodziliśmy.

ożenił się z kimś takim jak ty... Z kimś, dla kogo byłbym
szkicami Thomasa i bardzo interesującymi listami,
uważasz, że możesz mi rozkazywać. Nie...
Zaskakująca dziewczyna. W dodatku ubrana w stylu...
Grenville i poradzić, żeby do programu szkoły włączyła
- Cześć, chłopcy! - zawołał, wchodząc do
- Każdy ma jakieś problemy, z którymi musi
przejął. Badawczo popatrzył na jej rozcięte czoło.
Szkot nachmurzył się jeszcze bardziej.
się zastanawiała, gdzie zniknął jej mąż, gdy nagle
– Jak to? – zdumiała się, nie nadążając za tokiem jego myślenia.
pustelnikiem. Spotykałem się z ludźmi.
Kocur wskoczył mu na kolana i zwinął się w kłębek.
w łazience senatora – powiedziała lekko i pocałowała go na

©2019 www.membra.na-reakcja.lapy.pl - Split Template by One Page Love